Zmęczenie, ciężkie, obezwładniające, choć wokół tyle ciepłej wiosny... Ciało nie nadąża za duszą, bo t wciąż pragnie więcej i więcej... oddechów, wrażeń, dotknięć, uczuć... Za dużo tęsknot, za mało przestrzeni i wciąż jakieś leki, bardziej lub mniej niedookreślone w każdej warstwie dzieła zwanego życiem...W zagięciu czasu smuga światła. Czego szukam, za czym tęsknię, wciąż i wciąż od nowa, od świtu, od nocy - tak od, a nie do - zawsze od, bez kresu, do czasu... Bywa, że stapiam się z burzą w jeden pomruk, w rój błyskawic, oddycham deszczem. Bywa,że roztapiam się w mroku, w świetle... Ot takie moje ezaltacje na miarę nadpobudliwej wyobraźni. Zamknięta w klatce poplątanego losu mam w sobie szeroko otwartą przestrzeń, anioła i demona, ciemność i blask...